niedziela, 9 września 2012

Zwolnienia nauczycieli z pracy

Dyrektor chce zwolnić nauczyciela. Nauczyciel jest niewygodny z wielu względów. Odzywa się na radach pedagogicznych, zbyt dociekliwie zadając pytania. Każde jego wystąpienie wykazuje większą wiedzę i orientację w prawie oświatowym niż ma przełożony. Fachowością i konsekwencją działania zdobywa sobie wielu zwolenników. Trzeba się  go pozbyć i to szybko. Dyrektor ma wolną rękę. Jest niż i można działać. Nauczyciele w obawie o swoje etaty przemilczą każdą niesprawiedliwość. Trzeba wykazać trochę inicjatywy, pokazać, kto tu rządzi. Mały terror, trochę odpowiednich sugestii i można zwolnić nauczyciela z trzydziestoletnim stażem. Nikt nie powie ani słowa! Nauczyciel na złożenie sprawy w sądzie ma tylko siedem dni. Za prawnika musi zapłacić, a biedny jest, sam pozwu nie napisze, więc można spać spokojnie.
Trochę się nie udało, bo nauczyciel złożył pozew do sądu. Inteligentny był, dał radę sam się z tym wszystkim uporać. Co tam, nie będzie źle. Dyrektor ma obronę prawną, prawnika z urzędu miejskiego- wygra w cuglach. Wszyscy wiedzą, że   jest niż demograficzny. Dyrektor uzasadnia, czemu zwolnił najstarszego stażem nauczyciela, pomijając w uzasadnieniu wszystkie jego osiągnięcia. Na sprawę idzie z marszu, bez przygotowania. Tylko garnitur odprasował. Przecież zawsze ma rację. 

No i bezczelny nauczyciel! Obalił wszystkie kłamstwa zawarte w uzasadnieniu dyrektora, powołał świadków. Teraz trzeba się lepiej przygotować do kolejnej rozprawy. Dyrektor wypytuje wszystkich nauczycieli, kto ma być świadkiem. Wszystkim przypomina, że to on decyduje o przyszłości kolejnych podwładnych. Strach w gronie narasta. Nikt ze zwolnionym nauczycielem nie utrzymuje kontaktu. Nieoficjalnie, w wielkiej tajemnicy, większość dzwoni ze wsparciem, czekając na rozstrzygnięcia sądu. Osoby wskazane we wniosku nauczyciela na świadków są przepytywane przez dyrektora na osobności. No cóż, drobna sugestia i może świadek się wycofa lub przynajmniej nic nie powie. Nikt nie chce przecież znaleźć się za rok na miejscu zwolnionego kolegi.Taki ogrom władzy nad ludźmi daje poczucie wartości. Wzmacnia przekonanie, że można wszystko.

 Zaczyna więc przygotowania do kolejnej rozprawy. Sprawdza rachunki nauczyciela, robi szczegółową inwentaryzację. Może uda się udowodnić, że nauczyciel z trzydziestoletnim stażem był złodziejem. Nie udało się, trudno. Poszuka innych słabości. Może znęcanie się nad uczniami? Niestety, ci chodzą po szkole z pretensjami, że zwolnił najlepszego nauczyciela. Znęcanie się odpada. Coś jednak się znajdzie. Może braki w dokumentacji szkolnej? Niestety te nie istnieją. Pilnował się drań! Dyrektor jest wyraźnie zdenerwowany. Strach w szkole rośnie. Nie można mu przeszkadzać, bo przygotowuje się do procesu. Wszyscy nauczyciele to wiedzą. Początek roku szkolnego, tyle spraw, a on taki zapracowany. Szkoda tylko, że rodzice uczniów nie mają  świadomości, że nie losem ich dzieci jest tak zajęty.
Co ze zwolnionym nauczycielem? Najprawdopodobniej nic. Przejdzie całą machinę sądową, usłyszy tysiące obelg i zarzutów. Może sąd się zorientuje i nawet przyzna mu rację, przywracając go do pracy. Jest tylko jeden problem. Czy zaszczuty, terroryzowany nauczyciel, poniżany wypowiedzeniem po trzydziestu latach rzetelnej, uczciwej pracy będzie w stanie do niej powrócić? Kto naprawi zło mu wyrządzone? Kto zwróci zdrowie i poczucie własnej wartości? Przecież nie dyrektor, z którym będzie musiał dalej pracować i który przegrał proces.
Zastraszenie nauczycieli w szkołach osiągnęło szczyt. Pełna władza dyrektorów w  decydowaniu o losach podwładnych przypomina czasy pańszczyzny. Pani Minister Edukacji - może czas coś z tym zrobić? Dyrektor może wszystko, a niczego nie musi. Przykład?  Proszę bardzo. Zalecenie dla dyrektora szkoły po wizytacji: wszyscy nauczyciele muszą osobiście składać podpisy pod protokołem rad pedagogicznych. I co? Nic oczywiście. Dwa lata po wizytacji, nadal nikt nie podpisuje protokołu. Nikt z nauczycieli nie wie, co się w nim znajduje. Przed radą krąży lista z nazwiskami nauczycieli (obecności na radzie) bez tytułu i daty. Można tę listę dołączyć do oświadczenia, że nauczyciele wyrazili zgodę na karę śmierci dla siebie  lub wydanie pieniędzy z budżetu szkoły na utrzymanie dyrektora. Czemu nie? Kto zabroni dyrektorowi wykorzystania pięćdziesięciu podpisów do tylko jemu znanych celów ? Nikt, to on decyduje o wszystkim. O zwalnianiu osób niewygodnych decyduje w pierwszej kolejności. Jak usunie wszystkich zadziornych, to dopiero poczuje przypływ energii do działania. Nikt mu już nie podskoczy. Gratulacje dla Ministerstwa Edukacji. To się nazywa skuteczne zarządzanie oświatą. Szanowni rodzice, bądźcie spokojni o los waszych dzieci. One szybko się nauczą, jak się przystosować, do kogo się uśmiechać. Uczą ich przecież wybrańcy pod okiem czujnego, uczciwego i pełnego troski dyrektora. Możecie więc spać spokojnie bez obaw. Wasze dzieci nauczą się z całą pewnością, że trzeba w życiu robić to, co się opłaca, a nie to, co jest zgodne z ich sumieniem. To pewne!! O jednego zwolnionego nauczyciela nie warto kruszyć kopii, nawet jeśli był najlepszy. Znajdą  się przecież nowi, bardziej posłuszni, gotowi spełnić wszystkie oczekiwania dyrekcji. Takie życie. Szkoła jednak przygotowuje uczniów do życia. Myślałam, że nie. Myliłam się, przyznaję.

2 komentarze:

  1. Mogłabym długo, długo na ten temat. Najgorszy jest dyrektor, który boi się swoich własnych decyzji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały problem polega na tym, że ten rodzaj ludzi nie boi się nikogo. Lęka się jedynie utraty swojej pozycji. Do władzy łatwo się przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń